LPG w pełni fabryczne

Rozpoczynamy testowanie nowych samochodów sprzedawanych w polskich salonach z instalacjami LPG. Na pierwszy ogień idzie Opel Astra IV Sports Tourer 1.4 Turbo LPGTEC Enjoy. To model z gazem prawdziwie fabrycznym, montowanym podczas produkcji auta. Sports Tourer oznacza kombi, Enjoy drugą spośród czterech wersji wyposażenia, czyli nie najbogatszą, ale testowy egzemplarz miał co nieco opcji.

Montaż instalacji gazowej przebiega w fabryce Opla. Silnik jest przystosowany do LPG. Przystosowanie obejmuje głowicę, prowadnice zaworów, gniazda zaworowe i zawory (utwardzone). Instalacja LPG Landi Renzo korzysta z polskiego zbiornika Stako o nominalnej pojemności 45 l (pomieści nawet 38 l) we wnęce koła zapasowego. Zamiast „zapasu” jest zestaw naprawczy, ukryty w wysuwanej szufladzie pod fotelem pasażera z przodu.

Nie da zarobić

O opinię na temat instalacji poprosiłem Piotra Zatchij z Energy Gaz Polska w Warszawie.

– Instalacja Landi Renzo, bardzo fajnie działająca, w Polsce znana pod marką Omegas – mówi Piotr Zatchij – Nabywca takiego auta jest przypisany do ASO również po gwarancji, bo instalacja jest wpięta w sieć CAN samochodu. Nie ma osobnego dojścia do komputera gazowego. Trzeba stosować oryginalny tester diagnostyczny Opla. Poza tym montaż staranny, nie znalazłem żadnego słabszego punktu. Różnice w głośności silnika pracującego na obu paliwach można wychwycić tylko na biegu jałowym, przy podniesionej masce. Po prostu wtryskiwacze gazowe, tak zwane MED.-y, pracują nieco głośniej niż benzynowe.

Cena? Opel życzy sobie, w przypadku wersji Enjoy, 5000 zł więcej. W Energy Gaz Polska kosztowałoby to 3000-3200 zł.

Jak działa?

Astra LPGTEC z fabrycznym gazem ma dwuzakresowy paliwomierz, który pokazuje stan aktualnie wykorzystywanego paliwa. Trzeba jednak przyznać, że na LPG spisywał się gorzej jak na benzynie. Po zatankowaniu pod korek potrafił np. informować o 3/4 zbiornika, aby dopiero po kilkunastu kilometrach pokazać full. Innym razem nie dał znać o rezerwie gazu i LPG wyczerpało się w spodziewanym co prawda momencie, ale nie sygnalizowanym przez paliwomierz.

Przełącznik gaz/benzyna to elegancki przycisk z diodą z lewej strony środkowej konsoli. Dioda świeci się, gdy auto korzysta z LPG, miga gdy przechodzi na LPG. Jeśli miganie nie ustaje, znaczy że gazu jest za mało, albo silnik nie osiągnął jeszcze właściwej temperatury. Bardzo niski poziom gazu jest sygnalizowany migotaniem lampki w paliwomierzu. Z kolei przestawienie się z bezołowiowej na gaz następuje, gdy ciecz chłodząca osiągnie temperaturę ponad 50 st. Celsjusza. Na desce rozdzielczej Astry IV na szczęście znajduje się termometr wody. Gdy wskazówka opuści wyjściową pozycję przy liczbie 50, za chwilę silnik przełączy się na LPG. Dzieje się to wręcz niezauważalnie.

Osiągi? Można skwitować, że przeciętne niezależnie od paliwa. Owszem, na papierze 10,5 s do 100 km/h na benzynie i 10,8 s na gazie robią niezłe wrażenie, ale w praktyce dokucza słaba elastyczność silnika o niewielkiej pojemności, zwłaszcza powyżej 100 km/h na ostatnim, VI biegu. 140 koni, turbobenzyna, a specjalnych „sportowych” doznań brak.

Pali ponad 8 l

Ważniejsze dla użytkowników jest jednak spalanie. Policzyłem je na dystansie 1674 km, podczas później zimy, z dodatnimi temperaturami i lekkimi przymrozkami w nocy. Opel potrzebował 139,78 l gazu oraz 23,31 l benzyny, co przynosi średnie, odpowiednio: 8,35 l i 1,39 l. Stosunkowa wysokie zapotrzebowanie na bezołowiową wzięło się z kilku powodów. Po pierwsze, był to egzemplarz nie z parku prasowego, ale z parku flotowego, więc przedstawiciele importera, General Motors Poland prosili, żeby nie tankować w weekendy. Samochodów „prasowych” takie zastrzeżenia nie dotyczą. Dlatego ok. 40 km w niedzielę pokonałem na benzynie. Druga sprawa to wspomniane zachwianie wskazań paliwomierza, kolejne 40 km bez gazu. I po trzecie, samo testowanie: przełączanie między gazem i benzyną w czasie jazdy (płynne w obie strony), energiczne przyspieszenia, aby przekonać się, jak kręcony wysoko silnik spisuje się na obu paliwach (nie krztusi się również na gazie). Po sprawdzeniu tych rzeczy na początku tygodniowego testu dalsza eksploatacja przebiegała spokojniej.

Jeden, malutki oring

Wlew LPG znajduje się pod klapką wlewu benzyny. Dokręcana końcówka czeka w schowku w kokpicie, przy lewym kolanie kierowcy, w eleganckim, niebieskim woreczku z napisem „Landirenzo”. I właśnie przez tę końcówkę w drugim dniu obawiałem się, że dalszą część testu pokonam tylko na benzynie. Tankowanie gazu na BP w Ostródzie (warmińsko-mazurskie) okazało się nieudane. Po podłączeniu pistoletu gaz wyciekał, syczał – nie było sensu uruchamiać dystrybutora. To samo na BP w Olsztynie. Reakcja pracowników Opla była perfekcyjna. Opiekun parku flotowego uspokoił telefonicznie, że najbliższa autoryzowana stacja obsługi (ASO) Opla z pewnością będzie miała taką końcówkę. Gdy podszedłem do doradcy serwisowego w ASO Mibo w Olsztynie, od razu usłyszałem: „a, to znany temat”. Doradca wziął końcówkę, zniknął na minutę i wrócił z nałożonym nowym oringiem. I od tej pory każde tankowanie przebiegało idealnie. Eksploatacyjna część mieszcząca się na paznokciu, a jaka ważna.